Rozdział 4
Zuza:
Kolejne dni mijały świetnie.Przy pomocy Mario udało mi się znaleźć uczniów.Miałam kupę roboty.Ciągle ktoś przychodził i wychodził.Na brak pieniędzy nie mogłam narzekać ponieważ dziadek zostawił niezłą fortunę,ale co z tego?przecież najlepiej smakują własnoręcznie zarobione pieniądze,a może to tylko moje odczucia.W każdym bądź razie postanowiłam wybrać się na małe zakupy.Od dawna nie kupiłam sobie nowego ciucha a nic tak jak zakupy nie poprawia kobiecie humoru.Weszłam do jednego sklepu i oniemiałam,zobaczyłam piękną sukienkę.
-Robertowi by się spodobała-mruknął za mną męski głos.Drgnęłam.A co jeśli to on?...Nie no nie powiedziałby tak.Odwróciłam się delikatnie jakbym bała się kogo ujrzę.Odetchnęłam z ulgą,że był to tylko Mario.
-A co ty tu robisz głupku?Czemu mnie straszysz?-dźgnęłam go w bok
-Tak się odwdzięczasz za wszystko co dla ciebie zrobiłem?-zapytał-Nie no dobra,koniec żartów.Przyszedłem tu z moją dziewczyną,o tam jest-wskazał głową wysoką brunetkę.Widać,że to wyższa sfera,jednak kiedy do nas podeszła i się przedstawiła okazało się,że jest przesympatyczną osobą.-to my już lecimy bo umrę na tych zakupach-Mario przekręcił oczami-i musimy sobie poważnie porozmawiać-spojrzał na mnie i już nic nie musiał mówić bo doskonale wiedziałam o co mu chodzi.-do zobaczenia-pożegnałam się z nimi.Skusiłam się na tą sukienkę,była taka piękna,Idealna dla mnie,ale Mario ma racje,Robertowi by się spodobała....
Robert:
Kolejne dni mijały mi tragicznie.Nie mogłem oswoić się z myślą,że ona tutaj jest,a ja nawet nie mogę jej zobaczyć.Miałem pewny plan,żeby ją śledzić i niby przypadkowo pojawiać się tam gdzie ona.Tylko,że Zuzka nie jest głupia i od razu domyśliłaby się o co chodzi.Postanowiłem pojechać do Mario,nie mogłem usiedzieć w domu,każda minuta spędzona w tym opustoszałym miejscu doprowadzała mnie do wariactwa.20 minut później byłem już u niego.
-O Robert-przywitał mnie kumpel-szkoda,że teraz,Marco przed chwilą wyjechał,zdążylibyście pogadać.
-No niestety-mruknął-mogę na chwilę?
-Jasne chodź-otworzył szerzej drzwi-chodzi o Zuzie prawda?-nawet nie musiałem mówić co mnie trapi.Przyjaciel zawsze pozna co się dzieję.
-Tak.Mam jej się na oczy nie pokazywać,ale nawet nie wiesz jaką mam ochotę pójść do niej i błagać o to,żebyśmy byli chociaż przyjaciółmi.Fakt,przegiąłem wyjeżdżając bez pożegnania,a później o niej zapomniałem bo w głowie zamąciła i kariera i Anka.Na dłuższy czas wymazałem ją z pamięci,ale ona tu jest obok i myśl,że nie mogę się z nią widywać doprowadza mnie do szału-wyżaliłem się.Akurat teraz musiał zadzwonić dzwonek do drzwi-leć otwórz-dodałem bo widziałem,że Mario się waha....
Zuza:
Mario chciał ze mną pogadać.Nie ukrywam,że i mi przydałaby się dobra rada bo tutaj nawet nie mam kogo prosić o pomoc.Nie chciałam dzwonić tym bardziej,że mieszkamy prawie na przeciwko siebie.
-Mogę na chwilę?-zapytałam-chciałeś pogadać i ja w sumie też się komuś chcę wyżalić więc przyszłam-weszłam do środka dając gospodarzowi domu ciastka które sama upiekłam-to tak na poprawę humoru-mruknęłam.Mario się nie odzywał-chyba,że jesteś zajęty to przyjdę kiedy indziej
-Nie tylko....
-...Mario co ty utopiłeś się czy się por....-to był on...Robert Lewandowski.Starcie 2.Tylko teraz nie mogę mu zrobić afery,przecież nie jest u mnie w domu,a u swojego przyjaciela.To logiczne.
-Pójdę już-powstrzymywałam się od wybuchu złości.Po raz kolejny miałam ochotę mu uświadomić jak bardzo spieprzył mi życie,ale się hamowałam.
-Zostań-dobiegł mnie jego głos-ja pójdę-mruknął
-Nie.To ja się wprosiłam i ja wyjdę.Nie dyskutuj ze mną.
-Nic się nie zmieniłaś uparciuchu-mruknął.Zagotowało się we mnie.Nie dość że i tak byłam wściekła to on mnie jeszcze prowokował,a Mario jak gdyby nigdy nic przyglądał się raz na mnie raz na Roberta z tego względu,że rozmawialiśmy po polsku.
-Że co w tam mówicie?-mruknął
-Idę-odpowiedziałam-spotkamy się kiedy indziej tylko następnym razem zadzwonię,żeby nie zastać kolejnej niespodzianki w twoim domu.
-NIE!-krzyknął-nigdzie nie idziesz i ty Robert też nie-złapał nas za nadgarstki i zaprowadził do kuchni-macie godzinę-mruknął i szybko zamknął za sobą drzwi-nie próbujcie uciekać bo i tak wam się to nie uda-zaśmiał się.Rzeczywiście okna też były na klucz.No świetnie.Zapowiada się długa milcząca godzina....
Hahaha Mario geniusz ! :*
OdpowiedzUsuńOkna na klucz hahfha ;d
Ciekawe czy ta godzina będzie naprawdę milczaca xd