Rozdział 14

Robert:

Zszedłem na dół gdzie zastałem Wojtka z Mariną,oglądali coś w telewizji.Usiadłem obok nich.Miałem ochotę wygadać się kumplowi,ale nie chciałem zawracać mu głowy tym bardziej,że jest tutaj ze swoją JESZCZE narzeczoną.
-Zostawię was samych-Marina mi chyba czyta w myślach
-Dzięki-mruknąłem
-No to co się dzieję?-Wojtek zapytał jak tylko Łuczenko wyszła z sali.
-Nie wiem stary.Zuza i ja to tak szybko wszystko...nie zdążyłem się nią nacieszyć,a teraz też nie mogę bo dzieci.Niby znam ją od dzieciństwa,ale jak zaczęliśmy być razem niedawno to wtedy właśnie zdarzyła się tym dzieciakom tragedia.To Zuzka się nakręciła na te dzieci,ja na początku nie chciałem,dlatego że byliśmy krótko ze sobą,chciałem się nią nacieszyć,pobyć z nią sam na sam,ale nie miałem takiej możliwości,teraz tez mi brakuje tej bliskości bo ciągle ma wymówkę,że Marcin usłyszy albo,że ma niespokojny sen i w każdej chwili może się obudzić,może ja po prostu nie powinienem opiekować się tym brzdącem,nie jestem gotowy.Ślub,dzieci...wszystko było takie szybkie.
-Czekaj czekaj-Wojtek spojrzał na mnie jak na wariata-ty może tego nie widzisz,ale jak przedstawiałeś Zuzkę jako swoją żonę i dzieciaki,a przede wszystkim Amandę bo już jest dorosła umiała się zachować,ma plany na przyszłość w twoich oczach widziałem dumę i szczęście więc Lewandowski nie wmówisz mi,że żałujesz.Poza tym nie dziw się Zuzce,ona chce być odpowiedzialną matką i nie chcę być przyłapana na seksie,ale to chyba nic dziwnego.Zresztą jeśli chcecie pobyć sami,kradnę wam jutro małego i pójdziemy z nim na wycieczkę,trener jutro dał nam wolny dzień przecież.Amanda zapewne z nami nie pójdzie,ale ona wam przeszkadzać nie będzie i na litość Lewandowski nie daj się zwariować bo ty kochasz i Zuzkę i dzieciaki nad życie i wiem,że zrobisz dla nich wszystko więc dupa w troki i jutro się sobą nacieszycie.A teraz bierz to badylsko co stoi w wazonie i idź do niej,przeproś ją,wspieraj ją trochę bo ona wiecznie sama się tymi dzieciakami zajmować nie może.
-Dzięki stary-mruknąłem.Szczęsny miał rację.Ja po prostu nie umiem sobie nic zorganizować i o wszystko obwiniam dzieci które tak na prawdę kocham.Szedłem na górę ze ściśniętym gardłem,bałem się jak zareaguję no to moja żona.Otworzyłem drzwi.Zuza leżała odwrócona tyłem do drzwi,znam ją.Płakała.
-Kochanie-położyłem się obok niej-nie powinienem,przepraszam,nawet nie wiem jak wy jesteście dla mnie ważni.Miałem mało czasu żeby się tobą nacieszyć,ale jeszcze będę miał go trochę.Uświadomiłem sobie,że ważna jest dobra organizacja.
-Robert nie chcę się kłócić,a ciągle to robimy...Nie wiem czemu,może musimy pobyć sami dlatego mam dla ciebie propozycje.,Moi rodzice na pewno się ucieszą jak będą mogli kilka dni spędzić z wnukami,a my pojedziemy gdzieś żeby być tylko we dwoje co ty na to?
-Brzmi interesująco,to samo mogę powiedzieć o jutrzejszym dniu Wojtek z Mariną zaopiekują się małym więc będziemy mieli czas tylko dla siebie...
-Wspaniale-mruknęła zadowolona-może jednak w końcu się sobą nacieszymy?

Amanda:

Siedziałam na łóżku przeglądając social-media.Na facebooku roiło się od spekulacji w jakiej formie jest mój tata.Rzygałam już tymi artykułami,zamknęłam laptop i zaczęłam kręcić się pokoju w poszukiwaniu mojej prostownicy.Nie mogłam usnąć,Nie chciałam też zawracać głowy ani mamie ani tacie więc zajęłam się moimi włosami.W między czasie porozmawiałam z koleżanką ze szkoły.Trochę za nią tęskniłam bo tutaj nie mam żadnych znajomych,owszem są młode WAGS tylko problem w tym że jakoś nie mamy wspólnych tematów.
Zresztą od kilku dni źle się czuję,nie chcę martwić rodziców więc po prostu udaje,że jest ok.Serce mi dokucza,czuje,że czasami tracę grunt pod nogami,może to przez te upały...mam taką nadzieję...

**RANO**

Wstałam o 6,poranne słońce bezczelnie wdarło się do pokoju.Szybko poszłam pod prysznic.Wychodząc zakręciło mi się w głowię,a serce wariowało.Powoli wyszłam z wanny i szybko się ubrałam,chciałam obudzić rodziców.Przestraszyłam się trochę.Wyszłam z pokoju i kierowałam się do drzwi gdzie oni przebywali.Było to kawałek drogi ode mnie,a mi coraz ciężej się szło.Na całe szczęście na korytarzu kręcił już się Szczęsny.
-A ty co poranny ptaszek?-zaśmiał się,ale widząc moją bladą twarz i to jak podtrzymuje się ściany i głośno dyszę trochę się przestraszył-co się dzieję?
-Nie wiem,serce-wskazałam i upadłam widząc przed oczami ciemność...

Robert:

Mieliśmy mieć trening o 7:30 i z jednej strony nie chciało mi się wstawać,ale jak pomyślałem sobie o tym,że wieczór spędzę sam na sam z moją żoną to ten dzień stawał się coraz piękniejszy.Ruszyłem do łazienki.Myłem zęby kiedy ktoś dobijał się głośno do drzwi.Stał w nich Wojtek.
-Odbiło ci obudzisz mi Zuze i Marcina.
-Stary posłuchaj mnie tylko lepiej usiądź-mruknął-Szedłem korytarzem i spotkałem Amandę pomyślałem sobie,że to nie możliwe że ona tak rano wstała więc sobie zażartowałem,ale ona...jej coś jest bada ją nasz lekarz kadrowy.
-Gdzie ona jest?Co się stało?-zacząłem krzyczeć w popłochu ubierając ciuchy
-Uspokój się.Mówiła mi że serce ją boli,miała zadyszkę,straciła przytomność,jest w pokoju lekarzy-pobiegłem tam bez zastanowienia zostawiając śpiącą Zuzkę z małym....

Komentarze

  1. Świetny rozdział. Mam ogromną nadzieję, że z Amandą nie dzieje się nic poważnego. I mam jedno pytanie, ile ona ma lat? Musiałam przeoczyć tę informację wcześniej... Życzę dużo weny, buziaki:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 19

Rozdział 12

Rozdział 4