Zuza: Święta,święta i po świętach.Pakowaliśmy właśnie nasze rzeczy do walizek.Ten dom był cudowny i nie chciałam go wcale opuszczać.Marzyłam o tym żeby tu zamieszkać razem z Robertem i dzieciakami.Tu mamy ciszę,spokój,żadnych paparazzi... -Szkoda,że już jedziemy-mruknęłam niezadowolona-tutaj mi się podoba,mogłabym tutaj mieszkać -Jak skończę karierę to ci to obiecuje-pocałował mnie delikatnie w usta obejmując przy tym w talii-ale jeszcze kilka lat,później będzie tak jak ty chcesz. -Już to widzę-przymrużyłam oczy-Lewandowski po skończeniu kariery piłkarza,zacznie być trenerem. -A Lewandowska zacznie go wspierać w nowej roli-dokończył za mnie-nie chciałabyś mieć męża trenera?Zobacz,wrócilibyśmy do Dortmundu,zapisałbym małego na treningi,byłoby pięknie. -Szkoda,że to nierealne-zaśmiałam się-na razie musimy się "gryźć" z paparazzi. -Wiem kochanie...wiem,że to męczące mi też to przeszkadza-pocałował mnie po raz kolejny-też wolałbym żyć spokojnie,ale niestety mój z...
Zuza: Weszłam do mojej garderoby która dzieliła sypialnie i pokój Marcina.Zaczęłam się pakować,a raczej wrzucałam kolejne rzeczy do walizki.Robert ma racje tylko ja nie potrafię się do tego przyznać.Rzeczywiście jestem uparta,czasami samolubna,zawsze taka byłam,ale jesteśmy małżeństwem i wiem,że muszę się zmienić ponieważ czasami trzeba iść na kompromis. -Mamusiu jedziemy?-zapytał Marcin.Zapewne dobiegł do niego hałas wieszaków spadających na podłogę i rumor otwieranej walizki. -Jedziemy z tatą-uśmiechnęłam się widząc jego szczęście-zaraz zacznę ciebie pakować. -Ale fajnie-wybiegł z garderoby i popędził zapewne do Roberta.Będę musiała przyznać mu racje,a to do łatwych nie należy.Nienawidzę ulegać.Zostawiłam walizkę i kierowałam się w stronę sypialni,chciałam go przeprosić a jednocześnie przyznać mu rację. -Robert-mruknęłam widząc że siedzi z nosem w laptopie-przepraszam-usiadłam obok niego-masz rację zachowuje się jak egoistka i nie będę siebie tłumaczyć,jedziemy z tobą.Pr...
Zuza: Kolejne dni mijały świetnie.Przy pomocy Mario udało mi się znaleźć uczniów.Miałam kupę roboty.Ciągle ktoś przychodził i wychodził.Na brak pieniędzy nie mogłam narzekać ponieważ dziadek zostawił niezłą fortunę,ale co z tego?przecież najlepiej smakują własnoręcznie zarobione pieniądze,a może to tylko moje odczucia.W każdym bądź razie postanowiłam wybrać się na małe zakupy.Od dawna nie kupiłam sobie nowego ciucha a nic tak jak zakupy nie poprawia kobiecie humoru.Weszłam do jednego sklepu i oniemiałam,zobaczyłam piękną sukienkę . -Robertowi by się spodobała-mruknął za mną męski głos.Drgnęłam.A co jeśli to on?...Nie no nie powiedziałby tak.Odwróciłam się delikatnie jakbym bała się kogo ujrzę.Odetchnęłam z ulgą,że był to tylko Mario. -A co ty tu robisz głupku?Czemu mnie straszysz?-dźgnęłam go w bok -Tak się odwdzięczasz za wszystko co dla ciebie zrobiłem?-zapytał-Nie no dobra,koniec żartów.Przyszedłem tu z moją dziewczyną,o tam jest-wskazał głową wysoką brunetkę.Widać,że...
Komentarze
Prześlij komentarz