Robert: Zszedłem na dół gdzie zastałem Wojtka z Mariną,oglądali coś w telewizji.Usiadłem obok nich.Miałem ochotę wygadać się kumplowi,ale nie chciałem zawracać mu głowy tym bardziej,że jest tutaj ze swoją JESZCZE narzeczoną. -Zostawię was samych-Marina mi chyba czyta w myślach -Dzięki-mruknąłem -No to co się dzieję?-Wojtek zapytał jak tylko Łuczenko wyszła z sali. -Nie wiem stary.Zuza i ja to tak szybko wszystko...nie zdążyłem się nią nacieszyć,a teraz też nie mogę bo dzieci.Niby znam ją od dzieciństwa,ale jak zaczęliśmy być razem niedawno to wtedy właśnie zdarzyła się tym dzieciakom tragedia.To Zuzka się nakręciła na te dzieci,ja na początku nie chciałem,dlatego że byliśmy krótko ze sobą,chciałem się nią nacieszyć,pobyć z nią sam na sam,ale nie miałem takiej możliwości,teraz tez mi brakuje tej bliskości bo ciągle ma wymówkę,że Marcin usłyszy albo,że ma niespokojny sen i w każdej chwili może się obudzić,może ja po prostu nie powinienem opiekować się tym brzdącem,nie jestem...
Zuza: -Pogadamy?-rzuciła rezolutnie moja córka wchodząc do kuchni. -Jasne.Chodź pomóż nam lepić te pierogi i będziemy rozmawiać. -Na osobności-dodała.Przestraszyłam się,a co jeśli jest w ciąży?Przecież ja uduszę Bartka za to.Dostałam chyba ataku paniki.Wewnętrznej paniki.Nie mogę dopuścić do siebie myśli,że ona jest w ciąży-mam do ciebie sprawę-mruknęła niepewnie kiedy siadłyśmy w jej pokoju na kanapę. -Tak?-zapytałam ale bałam się odpowiedzi. -Nie długo mam urodziny i tak sobie pomyślałam...to głupie,ale chciałabym chociaż chwilkę porozmawiać z Marco Reusem...ja wiem,ze to śmieszne i w ogóle ale wiesz,że ja go uwielbiam. -Do ojca z tym-zaśmiałam się i wyszłam.Kamień spadł mi z serca.Udałam się jeszcze szybko do Roberta żeby poinformować go co się dzieję-Robert mamy problem-udawałam poważną-z Amandą -Tylko mi nie mów,że zaciążyła-spojrzał na mnie pytającym wzrokiem -Nie no co ty-wybuchnęłam śmiechem-wiesz,że ona ma niedługo urodziny? -No wiem,ale to jeszcze miesiąc...
Komentarze
Prześlij komentarz