Rozdział 6
Robert:
Obudziłem się w dziwnym pomieszczeniu.Całe białe.Nie,to na pewno nie jest mój dom,ale przecież nic nie pamiętam.Mam tylko nadzieję,że nic nie zrobiłem.Wstałem z potwornym bólem głowy ruszyłem na dół bo wydawało mi się,że stamtąd słyszę hałas.
-Hej-wybąkałem gdy ujrzałem Zuzę w dość seksownym szlafroku...ROBERT OPANUJ SIĘ!
-No witam-mruknęła-widzę,że już się dobrze czujesz...
-Niezbyt,ale już się zbieram,przepraszam jeśli wczoraj zrobiłem coś nie tak,kompletnie nic nie pamiętam.
-Nie Robert nigdzie nie idziesz,nie wypuszczę cię głodnego,to po pierwsze,a po drugie przemyślałam pewne sprawy i doszłam do wniosku że mamy wspólnych znajomych i czy tego chcemy czy nie będziemy się widywać więc proponuje ugodę-uśmiechnęła się tak nieziemsko jak robiła to kiedyś.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę-podszedłem do niej chcąc ją pocałować w policzek
-Robert bez takich-odsunęła się-na co masz ochotę?
-Może ja zrobię śniadanie-zaszczebiotałem tak radośnie,że sam się sobie dziwie.Dawno nie byłem taki szczęśliwy,może to ten czas kiedy idzie moja dobra passa,może wreszcie się odbuduję
-Potrafisz?-spojrzała na mnie badawczo
-Nie pamiętasz jak kiedyś na podwórko przynosiłem ci kanapki własnej roboty?
-Pamiętam,nie dobre były,ale mówiłam ci że są ok bo mi ciebie było szkoda
-Wiesz co...dzięki-wybuchnąłem śmiechem-to co?dasz się namówić,udoskonaliłem się trochę w gotowaniu
-Powiedzmy,że ci wierzę-siadła na krześle i bacznie obserwowała co robię.Przez chwilę poczułem jakbyśmy byli razem,szczęśliwi a takie poranne śniadanie to zwyczajna codzienność.Niestety o tym mogłem przynajmniej na razie pomarzyć.
-Proszę bardzo-położyłem na stole talerz z tostami,a zaraz obok jajecznice-tak wiem mistrzem to ja nie jestem,ale założę się,że ci to posmakuje-zaśmiałem się-słuchaj mam prośbę do ciebie-bąknąłem niepewnie.Od kilku dni nurtowało mnie z kim pójdę na galę mistrzów sportu w berlinie,na początku zdecydowałem iż pójdę sam,ale teraz mogę zaryzykować.
-Co tak zbladłeś?-zaśmiała się-co knujesz?
-Zuza dostałem zaproszenie,takie wiesz...ładne nawet...i chodzi o to,że to gala,a taka gala jest bardzo prestiżowa...w ogóle będą tam wszyscy...
-Wysłów się-szturchnęła mnie w ramię,a ja nie pewnie uniosłem kąciki ust w obawie,że zaraz oberwę od tej uroczej kobiety
-Dobra,raz się żyje-powiedziałem na głos-pójdziesz ze mną na gale mistrzów sportu która odbędzie się w berlinie w ten piątek?-wybąknąłem
-Robert ja?ja się nie nadaję na takie gale,nigdy nie miałam styczności z mediami,zresztą sam wiesz,że nie lubię tłoku,nadętych lasek wokół i całego zamieszania,a jak oni cię tam dorwą i zaczną robić wywiady to do rana nie wyjdziemy.
-Nie będę udzielał żadnych wywiadów obiecuję,będę się ciebie trzymał kurczowo i nie odstąpię cię na krok-spojrzałem na nią błagalnymi oczami-a jak już pojawi się jakaś nadęta laska to obronie cię własną piersią-zaśmiałem się niepewnie
-Ale jak to ty sobie wyobrażasz?Pójdę tam jak kto?My będziemy wiedzieć,że między nami jest tylko przyjaźń ale media zaraz będą pisać o tym,że masz nową kobietę
-Zuza błagam cię,nie chcę iść tam sam,w twoim towarzystwie będę czuł się pewniej
-No dobra,ale tylko ten jeden raz-uśmiechnęła się-ale nie ma nic za darmo,idziesz ze mną na zakupy.
-Dobra będzie moja strata....
Kilka dni później
Berlin
Zuza:
Stresowałam się.Nigdy nie byłam na takiej gali,a co jeśli palne jakąś gafę,wywrócę się albo coś jeszcze gorszego.Nie mogłam zasnąć.W hotelowym pokoju siedziałam sama gdyż Lewy był obok w zupełnie innym pomieszczeniu
-3 w nocy,świetnie,będę wyglądać jak trup-powiedziałam pod nosem.Chwilę się zastanawiałam po czym wstałam ubrałam szlafrok i ruszyłam do pokoju Lewandowskiego.Zapukałam cicho,a po chwili otworzył mi ów brunet w krótkich spodenkach z gołą klatą.
-Co się dzieję?-zapytał jednocześnie wskazując żebym weszła do środka.
-Przepraszam że cię budzę,ale nie mogę zasnąć,strasznie się stresuję,a co jeśli palne jakąś gafę,albo co gorsza wywrócę się
-Przestań maluchu nic takiego się nie stanie,przecież mówiłem ci że nie będę odstępował cię na krok nawet na chwilę.
-Tak mówisz ale oboje wiemy jak będzie-wzruszyłam ramionami podchodząc do niego i jakby nigdy nic wtulając się w jego silne ramiona,nie wiem czemu ale jego dotyk i zapach koił moje nerwy.
-Ej maluch,a pamiętasz co robiliśmy jak byliśmy mali,jak właziliśmy na najwyższe drzewa i tego się nie bałaś,a tu mi panikujesz-mówił trzymając mnie w objęciach
-Ej wielkoludzie przestań do mnie mówić maluch-odkleiłam się od niego
-No dobra już się nic nie bój,będę przy tobie-zrobiłam błąd spojrzałam się w jego oczy.To był błąd....Po chwili wylądowaliśmy na łóżku całując się tak jakbyśmy co najmniej starali się oddać sobie te kilka straconych lat....
Komentarze
Prześlij komentarz