Rozdział 16

Dwie godziny później...

Zuza:

Wróciłyśmy do hotelu.Milczałam całą drogę,przecież ja nie mogę jej stracić.Nie teraz.To jest moja córka.My musimy o nią walczyć.
-Będzie dobrze-mruknęłam przytulając córkę.Ta wbiegła z płaczem do hotelu.Nie chciała nikogo widzieć...
-Co jest?-Robert pojawił się bardzo szybko przy mnie.Moje emocje też puściły.Zaczęłam głośno płakać,puściłam torebkę.Byłam tak bezsilna.Nie ważne że patrzyli na nas wszyscy,miałam to gdzieś.-kochanie usiądź-pomógł mi przedostać się do kanapy w holu-co się dzieję?jest w ciąży?
-Ma białaczkę...-mruknęłam cicho
-Co?Jak to?Jakiego?Boże jak mamy ją leczyć?Co teraz?
-Nie wiem Robert cholera daj mi to wszystko poukładać-wstałam z kanapy-idę do niej,potrzebujemy psychologa-mruknęłam mijając całą reprezentację stojącą w holu i obserwującą wydarzenia...

Robert:

Świat zawalił mi się w jednej chwili.Nie wiedziałam co robić.Pierwszy raz czułem,że nic nie mogę zrobić.
-Bartek twoja mama jest lekarką prawda?-zapytałem
-Tak,ale ona jest laryngologiem,tobie potrzebny jest hematolog-powiedział tak spokojnie...jakby to było nic.Siadłem na kanapie zdezorientowany.Piszczek usiadł obok mnie.
-Łukasz dziecko mi umiera rozumiesz-spojrzałem na niego ze łzami w oczach-co ja mam robić?Nie poradzę sobie z tym....
-Uspokój się stary,damy radę,wszyscy jesteśmy z tobą i pomożemy ja trzeba,teraz się uspokój bo nerwy tutaj nie pomogą.Wiem,że to twoje dziecko i że łatwo mówić,ale stary zamiast płakać to musimy walczyć nie chcesz chyba żalić się nad sobą cały czas...Ona nie ma za dużo czasu...
-Idę do niej albo nie do trenera...ja nie zagram....Moja córka...-szepnąłem w szoku.Chyba pierwszy raz byłem tak wszystkim oszołomiony.
-Idę z tobą-zaoferował się Piszczek...

Zuza:

-Amanda?-krzyknęłam wchodząc do jej pokoju-gdzie jesteś?
-Tutaj-mruknęła.Leżała zapłakana na kanapie.
-Kochanie damy radę,wyleczymy cię-pocałowałam ją w czoło.Sama nie do końca wierzyłam w to co mówię.No bo niby jak sama mogę ją wyleczyć?Cudem?Nie dam rady.
-Tata jest zły prawda?
-Co ty opowiadasz.Robert martwi się o ciebie tak samo jak ja.
-Przecież to mu zniszczy karierę-mruknęła i zamknęła się w łazience.Nie wiem co mam robić...

_____________________
Przepraszam za taki krótki rozdział,ale końcówka wakacji trochę się dzieję :D

Komentarze

  1. Piszczuś zawsze pomocny! :D
    Dobrze, że Robert ma takich ludzi dookoła siebie.
    Krótki, ale przyjemnie się czyta. :)
    Czekam na następny ;)!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 19

Rozdział 12

Rozdział 4