Rozdział 12
Zuza:
Weszłam do mojej garderoby która dzieliła sypialnie i pokój Marcina.Zaczęłam się pakować,a raczej wrzucałam kolejne rzeczy do walizki.Robert ma racje tylko ja nie potrafię się do tego przyznać.Rzeczywiście jestem uparta,czasami samolubna,zawsze taka byłam,ale jesteśmy małżeństwem i wiem,że muszę się zmienić ponieważ czasami trzeba iść na kompromis.
-Mamusiu jedziemy?-zapytał Marcin.Zapewne dobiegł do niego hałas wieszaków spadających na podłogę i rumor otwieranej walizki.
-Jedziemy z tatą-uśmiechnęłam się widząc jego szczęście-zaraz zacznę ciebie pakować.
-Ale fajnie-wybiegł z garderoby i popędził zapewne do Roberta.Będę musiała przyznać mu racje,a to do łatwych nie należy.Nienawidzę ulegać.Zostawiłam walizkę i kierowałam się w stronę sypialni,chciałam go przeprosić a jednocześnie przyznać mu rację.
-Robert-mruknęłam widząc że siedzi z nosem w laptopie-przepraszam-usiadłam obok niego-masz rację zachowuje się jak egoistka i nie będę siebie tłumaczyć,jedziemy z tobą.Przecież doskonale wiesz,że trzy miesiące bez ciebie to męka.
-Odniosłem inne wrażenie.
-Tak,wiem,znasz mnie i wiesz że jestem uparciuchem,ale cię kocham i staram się siebie poprawić-pocałowałam go delikatnie bojąc się,że mnie odsunie.
-Też cię kocham uparciuchu-pocałował mnie w czoło-mówiłaś już dzieciakom?
-Tylko Marcinowi,Amanda jeszcze nie wróciła.
-To chodź ci pomogę spakować Marcina-pełny zapału ruszył do wyjścia
-Poczekaj chwilkę-zatrzymałam go-Robert boję się...boję się tego,że wpadniemy w tą rutynę,zobacz jak się zachowujemy.Małżeństwo z 20 letnim stażem.Nie chcę tak,chcę być szczęśliwa i pełna energii.Wiem jesteś piłkarzem i ciężko ci to zaakceptować,ale zrobię wszystko żebyśmy nigdy więcej się nie kłócili.Nie chcę cię stracić...
-O czym ty mówisz?-mruknął zdziwiony-stracić?dlaczego miałabyś mnie stracić?-podszedł do mnie i przytulił mnie.W jego objęciach czułam się tak bezpiecznie...
-No bo się nie dogadujemy ostatnio-mruknęłam
-To,że sie nie dogadujemy nie oznacza że cię zostawię,przecież w każdym małżeństwie są wzloty i upadki.
-Nam się chyba wszystko wymyka spod kontroli-mruknęłam
-Nie,nie pozwolę na to-pocałował mnie delikatnie-cieszę się,że ze mną jedziecie-tym razem pocałował mnie bardziej subtelnie-będę musiał na ciebie i na Amandę uważać-mruknął rozpinając moją sukienkę,
-Dobra dobra-odsunęłam go od siebie-Panie Lewandowski trzeba nas spakować-zaśmiałam się całując go w nos.Nie lubił tego i tak uroczo się wtedy marszczył ze złości.
-Robisz mi na złość?-zaśmiał się,łapiąc mnie od tyłu.
-Ależ skąd,jak bym mogła ci robić na złość Robciu-zaśmiałam się
-Pożałujesz-rzucił mnie na łóżko i zaczął łaskotać,śmiałam się do rozpuku.
-Dobra Lewandowski koniec!-krzyknęłam śmiejąc się jednocześnie
-Co za to będę miał?
-Całusa-mruknęłam kiedy na chwilę przestał mnie łaskotać
-Hm..jakoś mnie to nie przekonuje,ale odpuszczę ci bo jak tu mały wpadnie to nie chcę mu wszystkiego tłumaczyć-usiadł na łóżku-dzwonił Jacek i mówił o jakiś wywiadzie,wiesz do telewizji,skoro już będę w Polsce to pójdę i tak sobie pomyślałem,że może pójdziesz ze mną.
-Nie,nie mieszam się w twoje życie medialne,nie chcę w nim uczestniczyć ani udzielać wywiadów.Koniec kropka.
-Czym ja sobie na ciebie zasłużyłem?-odgarnął mi włosy z czoła
-A czym ja sobie na ciebie zasłużyłam?-spojrzałam na niego.Widziałam w jego oczach,radość,szczęście coś co od kilku dni nie dostrzegalne było u niego.Cieszyłam się z tego powodu.-Kocham cię-pocałowałam go w usta-a teraz na prawdę idę się pakować.
-Pomóc ci?
-Ty?Tylko możesz przeszkadzać-zaśmiałam się wychodząc z pokoju.Bałam się.Bałam się spotkania z dziewczynami.Każda zachowuje się pewnie jak dziana lalunia,a może to tylko moje złudzenie.Martwiłam się też o Amandę,ona jest nieprzewidywalna jak ja,jak kogoś nie polubi to da to jasno do zrozumienia,a jeśli narobi Lewemu przez to kłopotów?....
Komentarze
Prześlij komentarz