Rozdział 9
Robert:
-I co zamierzasz?-zapytałem Zuzy podczas nie miłosiernie długo trwającej ciszy.
-Nie wiem,no trzeba tym dzieciakom pomóc,jeśli coś się stało ich rodzicom to przecież nie zostawię ich na pastwę losu.Amanda jest bardzo dobrą uczennicą ale ma duże problemy w domu,starałam się jej pomóc.Jej rodzice byli bardzo zaborczy a poza tym jak urodził jej się brat rok temu to świata poza nim nie widzieli,Amanda też potrzebuje trochę uwagi.
-Całego świata nie zbawisz-nie wiem czemu to powiedziałem,a co jeśli będzie chciała wziąć pod opiekę te dzieci?Jak ona sobie będzie to wyobrażać,zresztą nie ma mowy o żadnych dzieciach,a przynajmniej nie cudzych.
-To co twoim zdaniem powinnam zostawić je i najlepiej jak byłby zamknięte w domu dziecka,co?
-Nie o to mi chodzi.Pomyśl,zaopiekujesz się nimi będą myślały,że na stałe,a ty później powiesz...właśnie co powiesz,że je oddajesz?
-Jeśli się nimi zaopiekuje to się zaopiekuje.Ja jak coś robię to robię porządnie.
-Zapomniałaś do cholery że jesteśmy w związku i,że ja też mam jakieś prawo głosu.Nie zgadzam się na żadne dzieci.Nie chcę żeby po domu latała 16-latka i mały bobas bo to nie są moje dzieci-podniosłem ton głosu.Nie wiem czemu wyprowadziło mnie to tak z równowagi,zawsze uwielbiałem dzieci,chcę mieć swoje,ale...właściwie nie wiem,nie znam tamtych.
-Nie będziesz musiał się nimi zajmować.Mieszkam w dużym mieszkaniu i ja się z nimi pomieszczę,zarobić też zarobię,a my możemy widywać się regularnie-wzruszyła ramionami.
-Widywać regularnie?-parsknąłem śmiechem-znowu pobawimy się w dzieciaki?
-A co znowu chcesz uciec?-spojrzała na mnie takim wzrokiem,że aż moje ciało przeszły ciarki.Zatrzymałem się na poboczu chcąc wszystko wyjaśnić-mam już wysiadać?już chcesz uciec?
-Przestań tak mówić Zuzka kocham cię,uwielbiam,szanuje,ale nie rozumiem dlaczego ci tak na tych dzieciach zależy.
-Uwielbiam dzieci.Tak może i jestem za dobra i jestem tą pieprzoną dziewczynką która leci pomagać ludziom,ale nie zostawię ich w domu dziecka rozumiesz?!Masz wybór,albo mi pomożesz albo znów będzie tak jak kiedyś!Nie oczekuje od ciebie pieniędzy,samochodów.Właściwie nic od ciebie nie potrzebuje,tylko wsparcia-nie odpowiedziałem.Ruszyłem wiem że dzieciakom trzeba pomóc,przynajmniej na tą jedną noc.Resztę drogi jechaliśmy w zupełnej ciszy,ja myślałem nad sobą,a Zuzu zapewne zastanawiała się czy nie zrobiła błędu wiążąc się ze mną.Muszę to jakoś odkręcić.
-To tu?-zapytałem widząc spalony dom.Głupie pytanie....
-Tak,dzięki,jedź do domu-mruknęła obojętnie
-Nie zostawię ciebie....was tutaj przecież samych-pocałowałem ją w czoło.Zaczęliśmy szukać dzieci po całym terenie,znaleźliśmy je przy policyjnym wozie.Dziewczyna siedziała skulona opatulona w koc,płakała,była cała roztrzęsiona,a chłopczyk obok niej nie do końca wiedział co się dzieję
-Jestem już-powiedziała Zuzka przytulając dziewczynę.
-Rodziców już nie mam,wskazała na dwa czarne worki leżące przy karetce-nic nie mam,muszę się nim opiekować.Nie umiem zajmować się dziećmi,jak ja sobie poradzę?
-Uspokój się,jedziecie z nami nie zostawimy was-mruknąłem biorąc na ręce chłopczyka
-Przepraszam bardzo kim państwo są?-podszedł do nas policjant-o pan Robert czy to pana rodzina?
-Nie,znajomi mojej dziewczyny,my się zajmiemy dzieciakami,chociaż teraz żeby ochłonęły,weźmiemy je do domu,tu ma pan wszystkie moje dane w razie czego proszę dzwonić-powiedziałem tak pewny siebie że aż sam się zdziwiłem.
-Ale ja nie mogę tak po prostu wydać wam dzieci-zrobił niewyraźną minę-no dobra,pan dobrze gra,ufam panu,ale jeśli się coś stanie...
-Nic się nie stanie,są w najlepszych rękach-powiedziałem po czym pożegnaliśmy się z policjantem i ruszyliśmy do samochodu.Posprzątałem,a raczej wyrzuciłem nasze ciuchy które leżały na tylnym siedzeniu do bagażnika i usadziłem małego-cholera nie mamy fotelika-mruknąłem po polsku,myślałem,że dzieci pochodzą z Niemiec,ale się myliłem.
-Nie przeklinaj przy nim dobra?-mruknęła dziewczyna-ma bardzo dobrą pamięć
-Jedziemy,Zuza siądziesz z nimi z tyłu?-nie odpowiedziała tylko bez słowa zajęły miejsce.W domu byliśmy po około 10 minutach,oczywiście w moim domu gdyż podałem swój adres,mały zasnął więc położyłem go w pokoju,a teraz czekała nas poważna rozmowa z Amandą i przede wszystkim coś na uspokojenie....
O matko ale się porobiło! ;*
OdpowiedzUsuń