Rozdział 8
Zuza:
Tłum ludzi,błyski fleszy,głośne krzyki i oklaski.To zdecydowanie nie było miejsce dla mnie.Nie mówiłam nic Robertowi bo nie chciałam żeby przeze mnie wrócił do hotelowego pokoju i siedział ze mną nic nie robiąc.Milczałam.Zajęliśmy miejsca które były napisane na zaproszeniu.Spojrzałam na Lewego,on spojrzał na mnie,chwilę patrzeliśmy się sobie w oczy po czym chłopak pocałował mnie w czoło.
-Zostałem nominowany w trzech kategoriach-szepnął mi do ucha
-Co?czemu mi nic wcześniej nie powiedziałeś?!
-Bo nie chciałem żebyś się jeszcze bardziej stresowała-znów pocałował mnie w czoło.Milczałam,nie chciałam ciągnąć tematu ani się z nim kłócić,byłam z niego dumna.Mój przyjaciel z dzieciństwa,a teraz mój facet odnosi tak wielkie sukcesy.Gala rozpoczęła się dosłownie 15 minut później,występy piosenkarzy,krótkie filmiki,dowcipy prowadzących....i w końcu usłyszałam nazwisko mojego chłopaka,na początku byłam tak oszołomiona,że patrzyłam na niego wielkimi oczami później jednak zreflektowałam się i pocałowałam go w policzek,nie ważne że była telewizja,nie ważne że wszyscy się patrzyli,liczyło się tylko to jaka byłam z niego dumna.Lewy wreszcie dotarł na scenę i zabrał głos.
-Chciałbym podziękować wszystkim którzy pomogli mi w zajściu tak daleko,przede wszystkim sztabowi szkoleniowemu,przyjaciołom,rodzinie-zawiesił głos i spojrzał na mnie,serce zabiło mi szybciej,przecież on nie może nic o mnie powiedzieć bo spale się ze wstydu-i najważniejszej osobie w moim życiu,mojej ukochanej która sprawiła,że ten dzień na prawdę jest wyjątkowy.-skończył,uf...tyle.NIE! wszyscy się patrzą,co ja teraz mam zrobić,pocałować go czy dać sobie spokój i nie zwracać na siebie uwagi,wybrałam tą pierwszą opcję,pocałowałam go delikatnie w usta i zajęłam miejsce.Widziałam jak Mario patrzy do nas z niedowierzaniem.
Impreza zakończyła się koło godziny 1 w nocy,Robert zdobył tylko jedną nagrodę,ale i tak jestem z niego bardzo dumna.Wracaliśmy do hotelu taksówką.Byłam zmęczona,nogi odmawiały mi posłuszeństwa,a w głowie huczały mi tylko jego słowa: "i najważniejszej osobie w moim życiu,mojej ukochanej która sprawiła,że ten dzień na prawdę jest wyjątkowy".
-Kocham cię-szepnęłam mu przytulając się jednocześnie do jego torsu,mogłam być spokojna że taksówkarz nic nie zrozumie,nie znał polskiego co zresztą powiedział od razu gdy tylko wsiedliśmy ponieważ Robertowi zachciało się żartów.
-Ja ciebie też-mruknął-ale maluch nie śpij mi tutaj,zaraz będziemy na miejscu.
-Nie mam siły-mruknęłam,po chwili taksówka zatrzymała się pod hotelem,lewy zapłacił a ja delikatnie i bardzo wolno wygramoliłam się z samochodu.
-Wszystko ok?-zapytał brunet kiedy zobaczył,że ledwo idę
-Tak oprócz tego,że wszystko mnie boli-nawet nie wiem kiedy mnie podniósł,niósł mnie tak od samego wejścia do samych drzwi hotelowych,nawet w windzie mnie nie puścił.
-To co ja się będę zbierał-powiedział markotnie gdy staliśmy przy wejściu do mojego pokoju
-Nigdzie nie idziesz,zostajesz ze mną,tutaj ktoś mnie musi przytulić prawda?
-Do usług jestem-zaśmiał się i wszedł ze mną do hotelowego pokoju
-Idę się kąpać,za chwilę jestem-mruknęłam...
Robert:
Szczęście?Zachwyt?Nie wiem jak mam opisać to co się teraz dzieje.Nagroda z gali to nic takiego kiedy mam przy sobie ją.Moją kobietę z przeszłości,mam tutaj,liczy się tylko ona i nikt więcej,mam ochotę znów grać mecz i dedykować jej każdą bramkę.
-Długo jeszcze?-krzyknąłem
-Już-wyszła opatulona w szlafrok-jestem padnięta,a ciebie to powinnam zabić za to że wszystkie media zwróciły na mnie uwagę
-Po prostu jesteś za piękna,żeby przejść koło ciebie obojętnie-musnąłem ją w szyje
-O przepraszam-powiedziała gdy usłyszała swój telefon-Tak dzień dobry...co?kiedy?...uspokój się nic się nie dzieje...będę za dwie godziny.Robert jedziemy!
-Co?Gdzie?
-Do Monachium,moja uczennica...nie wiem mówi,że wszystko się spaliło,że uratowało tylko brata,nie zostawię jej tak.
-Nie ma kto się nimi zająć?
-Robert proszę cię jedźmy tam-spojrzała na mnie błagalnymi oczami.Rad nie rad ruszyłem do pokoju żeby jak najszybciej się spakować....
Komentarze
Prześlij komentarz