Rozdział 19

Zuza:

Święta,święta i po świętach.Pakowaliśmy właśnie nasze rzeczy do walizek.Ten dom był cudowny i nie chciałam go wcale opuszczać.Marzyłam o tym żeby tu zamieszkać razem z Robertem i dzieciakami.Tu mamy ciszę,spokój,żadnych paparazzi...
-Szkoda,że już jedziemy-mruknęłam niezadowolona-tutaj mi się podoba,mogłabym tutaj mieszkać
-Jak skończę karierę to ci to obiecuje-pocałował mnie delikatnie w usta obejmując przy tym w talii-ale jeszcze kilka lat,później będzie tak jak ty chcesz.
-Już to widzę-przymrużyłam oczy-Lewandowski po skończeniu kariery piłkarza,zacznie być trenerem.
-A Lewandowska zacznie go wspierać w nowej roli-dokończył za mnie-nie chciałabyś mieć męża trenera?Zobacz,wrócilibyśmy do Dortmundu,zapisałbym małego na treningi,byłoby pięknie.
-Szkoda,że to nierealne-zaśmiałam się-na razie musimy się "gryźć" z paparazzi.
-Wiem kochanie...wiem,że to męczące mi też to przeszkadza-pocałował mnie po raz kolejny-też wolałbym żyć spokojnie,ale niestety mój zawód mnie do tego zmusza żeby być osobą publiczną.
-Wiem,jakbym tego nie akceptowała nigdy bym z tobą nie była.
-Za dzieciaka nie byłem sławny,a ze mną chodziłaś-zaśmiał się-o przepraszam,prawie chodziłaś bo raczej skakaliśmy po drzewach.
-Za dzieciaka byłeś już sławny szczególnie w Lechu Poznań.
-Już dobra nie będę się z tobą kłócił-pocałował mnie w czoło-pójdę obudzę Marcina,zawołam Amandę i możemy jechać-zakomunikował wychodząc z pokoju.Ja dokończyłam pakowanie rzeczy po czym ruszyłam tachając walizkę na dół.Wiedziałam,że się to źle skończy,potknęłam się i wylądowałam na lewej nodze,delikatnie ją wykrzywiając.
-Ałć-syknęłam-no pięknie jeszcze tego mi brakowalo
-Co jest?-przybiegł Robert-wszystko w porządku?Z tą walizą mogłaś na mnie przecież poczekać-spojrzał na spuchniętą kostkę jakby był co najmniej lekarzem-zwichnęłaś nogę kochanie-mruknął robiąc niewyraźną minę-zaraz to opatrzymy.
-Robert nie róbmy już zamieszania wsiądźmy w samochód i jedźmy i tak już jest późno,nie chcę wracać po nocy.
-Kochanie szybko usztywnimy i jedziemy-odpowiedział biorąc bandaż do ręki-Amanda ubierz małego-rozkazał.
Bolała mnie noga niemiłosiernie,ale starałam się tego nie pokazywać.Przed  nami długa podróż a wiadomość,że się źle czuje na pewno Lewandowskiego by nie uspokoiła.
-Gotowe-mruknął-jak będziemy na miejscu pójdziesz do lekarza.
-Dobrze panie Kapitanie-zaśmiałam się 
-Zuzka czy ty się ze mnie nabijasz?
-Jedźmy już-mruknęłam pakując sie do samochodu.

Robert:

Podróż nie była długa,a przynajmniej tak mi się wydawało być może daltego,żę mam przy sobie trzy radosne istotki .Czasami zastanawiam się co byłoby gdyby ich nie było i za każdym razem dochodze do wniosku,że moje życie byłoby bez sensu.Święta z nimi były cudwone teraz czekają mnie urodziny Amandy i  jej radość na widok Reus'a.Swoją drogą musze z nim porozmawiać bo nie chce mieć zięcia w swoim wieku.
-O czym tak myśłisz?-poczułem dłonie mojej ukochanej na ramieniu.
-O wszystkim i o niczym
-Czyli?
-Muszę z Marco porozmawiać żeby mi córki nie zbajerował-zaśmiałem się-a tak całkiem na poważnie to dobrze,że was mam i nie wyobrażam sobie życia bez was.
-My bez ciebie też choć wiesz dość dziwna jest nasza historia.
-To prawda,całe dzieciństwo razem później rozłąka,ty z Anką,ja sama a teraz my znowu razem.
-Widzisz bo prawdziwa miłość zawsze się odnajdzie-pocałowałem ją w czoło
-I niech trwa ciągle-zaśmiała się...

________________________________
powracam z nowymi rozdziałami :)

Komentarze

  1. "Prawdziwa miłość zawsze się odnajdzie" ♡♡ Jej jakie to słodkieee ♡♡
    Fajnie, że wracasz na tego bloga :)
    Czekam na następny ♡

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 12

Rozdział 4